Turcja – zakupy

W zasadzie wielkich planów zakupowych nie miałam. Marzyło mi się zwiedzić prawdziwy bazar turecki i zakupić trochę przypraw. Przed wyjazdem do Turcji doczytałam się, że w Istambule stoją sobie dwa wielkie skupiska handlowe – tam udają się turyści. Są to Wielki Bazar zwany Grand Bazaar [tr. Kapal?çarş?] i Bazar Egipski, inaczej Egyptian Spice Bazaar [tr. M?s?r Çarş?s?].

wejście na teren Wielkiego Bazaru

Grand Bazaar – wielki kryty bazar ? jest tam wszystko ale straganów z mięsem, warzywami, rybami, owocami brak ? a ja tęskniłam za takim widokiem ? bardziej zastałam tam butiki niż prawdziwe targowisko. Długo nie wytrzymałam. Postanowiłam odszukać drugi bazar. Ale jak tam dotrzeć bez mapy? Cóż, idziemy na żywioł. Pozostaje pytać po drodze.

bazar przyprawowy

Po nitce do kłębka dotarliśmy w końcu do najstarszego bazaru w mieście. No może nie jedynego ale jednego z najstarszych. Bazar przyprawowy. Okazało się, że w środku wyglądał prawie tak samo jak ten pierwszy gmach, tyle, że zdecydowanie mniejszy i bardziej ubogi w wystroju. Znowu trochę się rozczarowałam. Brak straganów o jakie mi chodziło.

Co można dostać na bazarach? Mnóstwo rzeczy: tygielki do zaparzania kawy po turecku, naczynia, ubrania, słodycze, przyprawy, herbaty, biżuterię i wiele mniej lub bardziej badziewiastych przedmiotów. Zapewne turyści to kupują skoro to sprzedają. Owoców nie było a mi tak się chciało schrupać coś soczystego.

Pamiętam jak wiele lat temu mój tato skorzystał z wycieczki do Turcji właśnie w celach handlowych. Przywiózł wtedy mnóstwo ciuchów i słodyczy. Do dzisiaj pamiętam wielkie bloki prawdziwej sezamowej chałwy. Dostałam też kilka ubrań – w dżinsach z kwiatowym wzorem wyglądałam jak gościówa :) Nikt takich dżinsów w szkole nie nosił.

Suma sumarum na bazarch nie kupiłam nic. Zmęczyłam się zwiedzaniem i tłumem ludzi. Wolałabym udać się do jakiegoś mniejszego miasta i pójść na prawdziwy bazar gdzie mieszkańcy zaopatrują się w codzienne produkty. Już zaczęłam przeglądać oferty last minute do Turcji, może wybiorę się znowu do tego kraju ale już prywatnie, nie na występy i w miesiącach zimowych. Upał tam był spory. Na zwiedzanie za ciepło.

Ostatecznie co kupiłam? Prawdziwą chałwę sezamową. Herbatę turecką. Dwuczęściowy czajniczek do zaparzania herbaty po turecku. Ostrą paprykę. Soczewicę czerwoną 2,5 kg. Rodzynki. Bulgur (a myślałam, że to ryż brązowy). Piwo Efes.

Więcej zdjęć zobacz tu — w galerii.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • RSS
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Azja, podróże i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge