Szanghaj, Chiny cz.5

A teraz o najważniejszym: jedzenie w Chinach

Od jedzenia chińskiego zaczęłam już w samolocie. Było do wyboru menu francuskie lub chińskie. Całkiem całkiem, dało się zjeść. Zaraz po tym jak dotarliśmy do hotelu przybyło i nasze jedzenie pudełkowe. Ku mojemu zaskoczeniu, miłemu zresztą, podano nam pałeczki bambusowe zamiast sztućców :D. Dla mnie to pestka bo już dawno temu nauczyłam się jeść pałeczkami. Znalazłam kiedyś w domu jedną parę i metodą prób i błędów nauczyłam się je trzymać. Przyznać muszę, że nie było to łatwe. W związku z tym nie dziwię się koleżankom i kolegom z naszej grupy, że nie wiedzieli jak tym jeść, niektórych to nawet „krew zalewała” :-).

Jak dla mnie ta chińszczyzna była bardzo dobra. Większości znudziła się już po kilku razach. Serwowali nam zazwyczaj ryż, jakieś mięso z warzywami (najczęściej wołowina lub kurczak, zdarzały się też kawałki szynki wieprzowej z czymś tam) i dodatkowo dwa rodzaje potraw z różnych warzyw. Doprawiane było na ostro i trochę tłusto (mi to nie przeszkadzało). Poniżej widać przykładowy zestaw. Wybaczenie za jakość zdjęcia. No co, poruszone trochę, ciemno było a człowiek głodny, nie było czasu na szukanie lepszego światła.

20170907_140150 20170907_140228 20170907_140232

Ja jadłam, Wojtek focił i się wściekał (przez pałeczki)

Młodzież znudzona tym pudełkowym jedzeniem poprosiła o fast foody (o zgrozo to coś dla mnie). W czasie zwiedzania China Town jedliśmy obiad w znanym wszystkim fast foodzie (bez reklam). Oto mój nastrój po wszystkim.

20170909_073523

Nie powiem, żebym tryskała szczęściem. Mina wymuszona.

Przyznać muszę, że normalne, gotowane jedzenie chińskie jest pyszne. Mieliśmy okazję klika razy po występach zjeść w restauracji. Posiłki serwowane były przy okrągłych stołach. Na środku każdego szklany obrotowy blat. Na ten blat kelner stawiał poszczególne dania a my goście, każdy po kolei, nabieraliśmy po trochę na talerz. Potraw było od 8 do 10. Same pychotki. Przykładowo: duszony bakłażan, fasolka zielona gotowana na ostro, wołowina z cebulą, smażone grzyby w cieście, smażone kawałki kurczaka na ostro, ryż, ryba, kapusta pekińska na ostro itp.

Śniadania w hotelu mieliśmy najlepsze. Wybór dań był ogromny. Jak kto chciał: na ciepło, na zimno. Różne warzywa duszone, jajecznica w pomidorach, parówki, szynka na ciepło, bułki, jajka na twardo, jajka sadzone, jakieś cosie smażone w cieście (nie próbowałam), grzyby duszone, glony, algi, prażone orzeszki ziemne, soja, bulion i sporo dodatków (można było sobie komponować własny rosół), warzywa na ostro, surowe warzywa rozdrobnione, kleiki ryżowe w 4 wersjach (z białego ryżu, z czerwonego ryżu, z białego ryżu z czymś żółtym, jakby owocem i cały żółty – tego nie próbowałam) w smaku bez smaku. Były też owoce, kawa, herbata, soki, mleko.

Jak dla mnie najlepsze były gotowane bataty, duszony seler naciowy (na początku myślałam, że to pędy bambusa) i jakieś tam różne dodatki. Ucieszyłam się jak zobaczyłam, że jest kleik. Z racji tego, że od wielu już miesięcy przygotowuję potrawy według kuchni pięciu przemian (czyli po chińsku) miałam też okazję nie raz ugotować sobie taki kleik (congee). Mówią, że chiński kleik ryżowy to najprostsza, najstrawniejsza i najbardziej mdła potrawa świata. Zgadza się, komuś kto nigdy nie jadł może nie smakować.  Tak czy inaczej spróbowałam (mój smakował tak samo). Jadłam taki nie raz i jest w nim pełno smaku, trzeba się go nauczyć.

Minusem jak dla mnie na tych śniadaniach było to, że niektóre owoce serwowane były prosto z puszki, soja w pomidorach też. Na początku można było wypić kawę mocną jak siekiera. Po kilku dniach nie nadawała się do picia – tak ją zaczęli rozcieńczać, że była gorsza niż lura. Jajek nie próbowałam, zauważyłam że gotują je chyba tydzień (żółtka mają fioletowe obwódki) ;-)

20170912_070259

w bemarach gorące potrawy – głównie warzywa

20170912_070302

bulion i różne dodatki

20170912_070248

kleiki, powyżej orzeszki ziemne, kostka sojowa z grzybami, różne ostre dodatki (być może dodają to do tych kleików skoro tu stoją)

20170912_070235

jajka (nie wiem jakie, ktoś powiedział że to tysiącletnie), glony, prażone orzeszki ziemne

20170912_070241

mój ulubiony zestaw, zjadałam też oczywiście kleik (heh chyba muszę sobie taki ugotować)

20170912_070738

W mieście jest pełno różnych barów, punktów gastronomicznych gdzie można zjeść wszystko. Niestety zapach na ulicach nie zawsze jest przyjemny, trochę taki tłusto duszący. Serwują bułki na parze z nadzieniami warzywnymi lub mięsnymi. Można zjeść różne smażone i pieczone mięsa. Niestety oprócz golonek, kawałków kurczaków widziałam też pieczone wróbelki. Pieczone warzywa też są. Można kupić różne słodycze i owoce. W Qibao widziałam też jajka przepiórek pieczone w skorupach solnych.

20170912_093737

Nie stołowałam się w tych ulicznych barach, gdybym była głodna to kto wie, może bym coś przekąsiła. Kupiłam natomiast trochę słodyczy do domu w tych sklepikach po lewej na zdjęciu.

_1020759

W markecie nakupowałam też trochę dziwnych ziołowych herbat, chińskie miseczki i bambusowe pałeczki (sztućce) :) Herbaty to dopiero rozszyfrowałam po powrocie do domu, bo po chińsku to nic nie rozumiałam. Kupiłam też proszek z korzenia lotosu, trochę czarnego ryżu i ciastka, które już zjedliśmy.

Oto niektóre zakupy:

od lewej: herbatka ziołowa health tea (zdrowotna), suszony wiciokrzew (dobry na przeziębienia), herbatka ziołowa flower story (kwiatowa opowieść)

Te herbatki w saszetkach mają dodane kryształy cukru, po zaparzeniu jednak za słodkie, połowę muszę wyjmować, tak bez cukru są mniej smaczne :)

20170924_121026

pałeczki bambusowe

20170924_122026

miseczki i łyżeczki, w takich jedzą zupy

20170924_122145

cukierki obsypane czarnym sezamem (w środku jakaś twarda galaretka czy coś takiego)

20170924_143545

Tak z ciekawości wzięłam to co widać poniżej, niby to są pestki arbuza (tak wynika z ang. opisu) wygląda jednak jak pestki dyni w łupinkach, jak spróbowałam to faktycznie to dynia jakoś tak przypalana, lekko przyprawiona na słono. I jak to jeść, twarde to, chyba zmielę w młynku do kawy :)

20170924_121805

 

To tyle o jedzeniu, aż zgłodniałam, idę coś upichcić w kuchni. Jeszcze napiszę o chińczykach i o festiwalu, na którym byłam.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • email
  • Gadu-Gadu Live
  • RSS
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Azja, Chiny, podróże i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge